Niepewna sytuacja na świecie, social media na tle których prawdziwe życia wypadają blado, nasze ludzkie ułomności i ograniczenia… Współczesnemu homo sapiens nie łatwo osiągnąć spokój ducha. Na szczęście znajomość siebie i kontakt ze swoim wewnętrznym mikrokosmosem (dojrzałość emocjonalna) pomagają. Dlatego dziś tekst o emocjach. 

Może zastanawiasz się czy temat radzenia sobie z emocjami Cię dotyczy? Tak, jeśli często odczuwasz napięcie (psychiczne lub fizyczne) i nie potrafisz zlokalizować źródła. Jeśli reagujesz nadmiarowo (nieadekwatnie) do sytuacji np. niekontrolowanymi wybuchami złości. Jeśli twojemu ciału brakuje swobody i miękkości. Jeśli masz wobec siebie nierealne oczekiwania i nakładasz na siebie zbyt dużą presję. Również jeśli często godzisz się na rzeczy wbrew sobie, żeby nie sprawić komuś przykrości. To tylko przykłady.

Czym są emocje?

Emocje są instynktowną reakcją organizmu na bodźce ze świata zewnętrznego lub wewnętrznego (myśli). Są więc językiem, za pomocą którego nasz organizm się z nami komunikuje.

Innymi słowy emocja to fala energii w ciele, która motywuje nas do podjęcia jakiegoś działania. Najczęściej takiego, dzięki któremu unikniemy niebezpieczeństwa (nieprzyjemności) lub osiągniemy czy przedłużymy przyjemność.

Emocje są domeną ciała

Skoro emocje mają nas zmotywować do podjęcia jakiegoś działania (walki, ucieczki, obrony naszych granic, dążenia do przyjemności, wstaw dowolnie), zawsze są związane z jakimiś reakcjami w ciele. Dlatego opowieść o emocjach, zawsze będzie opowieścią o ciele.

Emocje, energia w ruchu

Zwróć uwagę na źródłosłów słowa emocja (eng. emotion, łac. e movere – w ruchu). Emocje to energy in motion, czyli energia w ruchu.

Nasz mózg wyłapuje z otoczenia i przetwarza miliony bodźców na sekundę (w dużej mierze bez udziału naszej świadomości). Jeśli bodziec jest wystarczająco silny, wywołuje pobudzenie w ciele (zmiana w rytmie oddechu, napięciu mięśni, temperaturze ciała, postawie itp.). W domyśle za tym pobudzeniem powinna pójść określona reakcja.

Co się dzieje, gdy wypieramy emocje?

Ignorowanie sygnałów płynących z ciała, nie tylko uniemożliwia odczytanie docierających do nas w tej postaci informacji i adekwatne do nich reakcje. Sprawia tez, że pojawiające się uczucia zostają stłumione i „upchane” w ciele.

Silne emocje, które nie znajdują ujścia, powodują ból psychiczny, który na dłuższą metę jest nie do zniesienia. Dlatego na skutek długo utrzymujących się trudnych sytuacji, z którymi nie potrafimy sobie poradzić, odcinamy się od czucia. Stopniowo zamrażamy się, aby mniej bolało.

Nie można selektywnie odciąć się od trudnych emocji

Zamrożenie pozwala nie czuć emocjonalnego ciężaru. Problem w tym, że nie możemy selektywnie wyprzeć tylko niewygodnych emocji. Ceną jest odcięcie drogi do pełnego odczuwania radości, entuzjazmu, wdzięczności i innych pożądanych stanów. Nie da się tego rozdzielić.

To co nieświadome kieruje naszym życiem

Odcinając się od czucia, musimy coraz bardziej polegać na swojej głowie, słuchanie swoich potrzeb zastępując racjonalizacją i intelektualizacją.

Jako, że  tych nieuświadomionych informacji (kodów) mamy w ciele bardzo dużo, w teorii mamy wolną wolę i sami kierujemy swoimi zachowaniami. W praktyce jednak bardzo często nasze automatyczne schematy myślowe, nieuświadomione zranienia i niezaopiekowane potrzeby, decydują za nas.

Dlatego czasami wybuchamy, sami nie wiedząc dlaczego, zachowujemy się irracjonalnie, godzimy na rzeczy, na które nie chcemy się godzić i wciąż napotykamy te same problemy.

W jaki sposób tracimy zdolność regulowania emocji?

Każdy z nas rodzi się z umiejętnością komunikowania swoich potrzeb i granic. Popatrz na noworodka, który jest głodny. Na skutek odczuwanego w ciele dyskomfortu, zaczyna on płakać, wysyłając komunikat „daj mi jeść”. I dokładnie w ten sam sposób, kiedy dyskomfort zniknie, odwraca głowę, dając znać, że jest już najedzone.

Dzieci nie potrafią jednak swoich granic i potrzeb bronić. Nie potrafią też odróżnić czy zachowanie rodzica i innych dorosłych jest właściwe (zawsze zakładają, że tak! Przynajmniej dopóki nie staną się nastolatkiem 🙂).

Dlatego choć rodzimy się jako istoty wrażliwe i empatyczne, tracimy część (mniejszą lub większą) tych właściwości na skutek wychowania i socjalizacji.

Jeśli rodzic lub inny ważny dorosły nie szanuje komunikatów wysyłanych przez dziecko, np. zmuszając je do jedzenia albo negując jego uczucia, kiedy płacze („nie przesadzaj”, „no już, wszystko dobrze” albo co gorsze „przestań się mazać”) – dziecko stopniowo uczy się, że z nim i jego sposobem czucia jest coś nie tak. Że może rzeczywiście przesadza. Że może inni wiedzą lepiej.

Odczuciom pt. „coś jest ze mną nie tak” towarzyszy napięcie wewnętrzne, które nie znajduje ujścia. Pojawia się też lęk,  bo odrzucenie ze strony rodzica (od którego na tym etapie jest całkowicie zależny) dosłownie oznaczałoby dla niego śmierć, więc jest o co się bać. Dziecko, które nie czuje się wartościowe, staje się też drażliwe i sfrustrowane. Poradzenie sobie z tak skomplikowanymi uczuciami przerasta możliwości praktycznie każdego dziecka. Nie pozostaje nic innego, jak „zamrozić” te trudne uczucia.

Jeszcze parę pokoleń wstecz, przeciętny człowiek nie zajmował się myśleniem o emocjach. Niektórzy powiedzieliby, że „akoś żyli, po co teraz się nad tym rozczulać”. Jasne, tylko czy to na pewno jakość, na której nam zależy?  

W świecie naznaczonym traumą wojenną, kiedy walczysz o przetrwanie, rzeczywiście nie ma miejsca na sentymenty. Dlatego większość naszych rodziców i dziadków wychowana była po wojskowemu.. A skoro sami nie doświadczyli emocjonalnej bliskości, nie mogli nam jej dać.

Bycie bez kontaktu ze sobą niesie fatalne skutki dla naszego zdrowia fizycznego i psychicznego. Świat dzisiaj wygląda jednak zupełnie inaczej niż kilkadziesiąt lat temu i my mamy przywilej, jakim są stosunkowo bezpieczne warunki i dostęp do wiedzy.

Jak odzyskać połączenie ze swoim wnętrzem?

Poprzez świadomą pracę z ciałem

Nasze ciało jest jak mapa, zapisana jest historia naszego życia. A skoro emocje są ściśle związane z ciałem, poprzez ciało możemy się z nimi skontaktować i uwolnić te historie, których nie chcemy już dłużej trzymać. 

Kiedy ogarnia nas lęk, nasza energia jest w przyszłości. Kiedy rozpamiętujemy, co się wydarzyło, lokujemy energię w przeszłości. Jako że nasze zasoby są ograniczone, w obu przypadkach nie ma nas w teraźniejszości. A przecież to tutaj dzieje się życie.  

Umysł może krążyć pomiędzy przeszłością a przyszłością (co bardzo często robi), ale ciało jest zawsze w tu i teraz.

Sztuką jest znalezienie takiego sposobu, w którym rzeczywiście będziemy w stanie wyciszyć szum myśli i usłyszeć, co mówi ciało.  

To może być masaż, taniec intuicyjny, chodzenie na boso w lesie czy praktyka jogi. Najlepiej jeśli ruch połączymy z drugą tajemną bronią – oddechem.   

Za pomocą oddechu i praktyki uważności

Świadome oddychanie pozwala sprowadzić umysł z powrotem do ciała i chwili obecnej. Z trybu walki-ucieczki głęboki oddech przełącza nas w tryb regeneracji (więcej o tym pisałam tutaj).

Regularna praktyka pozwala także stopniowo zbudowwolność emocjonalną – stan, w którym jesteśmy świadomi emocji, które przez nas przepływają i rozumiemy, skąd się biorą oraz o czym nas informują i jednocześnie nie jesteśmy tymi emocjami targani jak chorągiewki na wietrze.

Na psychoterapii

Czasem warto również skorzystać z profesjonalnej pomocy psychoterapeuty. Nie tylko wtedy, gdy jest bardzo źle. Również wtedy, gdy czujemy, że coś nas blokuje lub bardzo chcielibyśmy coś zmienić, a to się nie udaje. Przekonania, jakie mamy na temat siebie i świata są tak głęboko zakorzenione, że bardzo trudno jest je samemu dostrzec. Dobry terapeuta spojrzy na nie obiektywnie (i empatycznie), pomoże rozpoznać szkodliwe mechanizmy i się od nich uwolnić.

Bycie w terapii to długotrwały i energochłonny proces, ale nagroda w postaci lepszego poznania siebie, umiejętności zaopiekowania się sobą oraz radości i spokoju, która jest z tym związana, jest warta każdego wysiłku.

Na zakończenie

Im więcej rozumiem, tym większą świadomość mam jak głęboki i złożony jest to temat. Dlatego nie aspiruję do wyczerpania tematu. Chcę cię natomiast zachęcić do autorefleksji i własnej eksploracji.

Wracajmy do czucia. I nieidealnie, może nawet trochę po omacku – zacznijmy rozmawiać o emocjach.